25 lat Fundacji Nasza Ziemia i Akcji Sprzątanie świata - Polska :: 1994-2018 Fundusz Naturalnej Energii EkoOdkrywcy5 Strona Miry

Koszmarny bilans "Lex Szyszko". W pół roku wycięliśmy trzy miliony drzew

Polska straciła od początku roku nawet trzy miliony drzew. Skutki tej dewastacji odczują nasze dzieci. Zrekompensować "lex Szyszko" się nie da.
 
 
Aleksander Gurgul: Od tygodnia obowiązuje znowelizowana już ustawa o ochronie przyrody zwana „lex Szyszko”. Teraz wycięcie dużych drzew trzeba przynajmniej zgłosić urzędnikom, kończy się zupełnie niekontrolowana wycinka. Oszacował pan, ile drzew Polska straciła od 1 stycznia?
dr hab. Zbigniew Karaczun, specjalista od zarządzania w ochronie środowiska ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego: Tylko przez pierwsze dwa miesiące obowiązywania „lex Szyszko” półtora miliona, a to i tak ostrożne szacunki. W ponad 20 gminach zrobiłem kwerendę, korzystając z sieci kontaktów z osobami zaangażowanymi w ochronę środowiska i organizacjami pozarządowymi. Poprosiłem, by policzyły, ile w ich miejscowościach wykarczowano. Starałem się dobrać przynajmniej po jednej gminie w każdym województwie, a także różne pod względem rozmiarów i charakteru. Uśredniłem wynik. Tylko w Warszawie mówi się o 20 tys. drzew. Podkreślam: to szacunki.
 
Urzędnicy nigdy nie poznają dokładnej skali dewastacji?
Często pilarze przyjeżdżali rano, wycinali, rozdrabniali drewno na pulpę, po czym na działce siali trawnik. Po drzewach nie zostawał ślad. Nie zwracali uwagi na obowiązujący okres lęgowy, zrzucali ptaki i cięli. Interweniowała straż miejska – nie pomagało, bo gniazd już nie było. Przez cały okres obowiązywania radykalnie złej ustawy „lex Szyszko” robiłem obserwacje w trzech gminach pod Warszawą: Nadarzynie, Milanówku i Grodzisku Mazowieckim. Do ostatniej chwili drzewa były wycinane. Przez cały okres obowiązywania ustawy w całym kraju paść mogło nawet 3 mln drzew!
 
Żeby drzewa rosły trzeba posadzić szyszkę
 
--> FILM <--
 
Kto ciął?
Przez dwa pierwsze miesiące korzystali głównie deweloperzy. Masowo padały drzewa na działkach, gdzie wcześniej urzędnicy nie wydali pozwoleń na wycinkę. Cięte były drzewa w lasach niepublicznych, które powinny mieć zatwierdzony program urządzania lasu (mimo że nawet „lex Szyszko” tego zabraniało). To działało jak automat, bo właściciele nieruchomości bali się, że przepisy szybko się zmienią.
 
Wycinali na zapas i na wszelki wypadek.
Typowe – robimy szybko, bo jest luka w prawie. W drugim okresie, kiedy „lex Szyszko” stało się sławne, wycinane były głównie drzewa liściaste. Wielu ich nienawidzi, bo jesienią trzeba grabić liście. Teraz na polskiej wsi zamiast prawdziwego polskiego krajobrazu mamy „cmentarzyki” z tujami i przystrzyżonymi trawnikami.
 
Głównym poszkodowanym będą gminy, bo z tytułu opłat za wycinkę deweloperzy im nie zapłacą. Mówimy o blisko miliardzie złotych. W skali Warszawy to 15-20 mln zł rocznie. Mogliśmy je wydać na pielęgnację zieleni.
 
Co tak naprawdę straciliśmy?
Biorąc pod uwagę całą gospodarkę leśną, może się wydawać, że trzy miliony drzew to niewiele. Ale rosnąc na obszarach zurbanizowanych, odgrywały one inną rolę i miały inną wartość dla człowieka. Amerykanie szacują, że takie drzewo od stu do tysiąca razy jest bardziej cenne od tego w lesie.
 
Wyobraża pan sobie, że uda się odwrócić skutki „lex Szyszko”?
Naprawić tego nie można, drzew nie odzyskamy. Wycinano duże okazy, 60-80-letnie. Oczywiście można je sprowadzić ze szkółek i posadzić w miastach, ale jedna sztuka kosztuje nawet 10-20 tys. euro. Żadnego polskiego miasta nie stać na taką rekompensatę.
 
Podaje pan kwoty w euro.
Bo oferują je głównie szkółki w Niemczech i Anglii, które hodują starsze drzewa. One na tym mogą zarobić.
 
Mają też tzw. słonie – olbrzymie przesadzarki. Plus koszt transportu z zagranicy.
Przesadzając, trzeba dać jeszcze gwarancję i potem pielęgnować takie drzewo przez kilka lat, by się przyjęło. Natomiast sadząc mniejsze, młodsze drzewa, będziemy to robić tak naprawdę dla naszych wnuków, a „lex Szyszko” odbije się na nas i naszych dzieciach. Ministerstwo Środowiska we współpracy z samorządami powinno przed tak drastyczną zmianą przepisów przeprowadzić dwuletnią kampanię edukacyjną, by Polacy poznali wartość miejskiego drzewa, a także komercyjną wartość działki porośniętej starodrzewem.
 
Niestety prawo znowelizowano bezmyślnie, na rympał.
 
Drewno z wycinek nie wyparowało. Wielu Polaków porąbało je na kawałki i paliło w kominkach albo piecach zimą. Znów ucierpi środowisko – chodzi o powietrze, do którego dostały się szkodliwe substancje. Mamy smog po „lex Szyszko”.
Nie tylko. Inne drzewa przerobione zostały w zakładach papierniczych na brykiety albo płyty paździerzowe. Zmarnowaliśmy mnóstwo drzew liściastych, które pożądane są zwłaszcza w przemyśle meblarskim, ale odpowiednio ścięte na deski, a nie szybko i byle jak. Straciły więc nie tylko samorządy, ale też przemysł i w efekcie budżet państwa. O wartości społecznej nie wspominając.
 
źródło: wyborcza.pl
 

Archiwum aktualności

2018 1 2 3 4 5 6 7

2017 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12

2016 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12

2015 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12

2014 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12

2013 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12

2012 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12

2011 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12

2010 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12

2009 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12

2008 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12

2007 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12

2006 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12

2005 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12

2004 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12

2003 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12

2002 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12